„Kołysanka z Auschwitz”. Mario Escobar

Escobar swoją opowieść oparł na prawdziwej historii Helen Hannemann, Niemki, która wraz z piątką swoich romskich dzieci trafiła do obozu w Auschwitz. Bohaterka  dostaje niezwykłą  propozycję aby stworzyć w obozowych przedszkola. Ale jak w tym okrutnym miejscu stworzyć chociaż namiastkę dziecięcego miejsca?Kołysanka z AuschwitzKsiążka ta wzrusza ukazując okrucieństwo zbrodni na cygańskim narodzie. Opisy te są straszne, najtrudniejsza dla mnie była ta część książki która opisywała eksperymenty  przeprowadzane przez Josefa Mengele na dzieciach.

Tyle odwagi, tyle miłości wśród najciemniejszego mroku- przez chwilę poczułem się oślepiony. Zrozumiałem jednak, że los człowieka jest tajemnicą w boskim zamyśle, a my jesteśmy bogami, choć nasz zmierzch właśnie dobiega końca.

“Kołysanka z Auschwitz” pokazuje też obraz kobiety- więźniarki-matki, która przywraca więźniom ludzką godność.

Kiedy życie odbiera nam rzeczy, bez których – jak dotąd sądziliśmy – nie da się żyć, i zostawia nas nagich wobec rzeczywistości, prawdziwą wartość zyskuje to, co do tej pory pozostawało niewidoczne.

Książkę czyta się bardzo szybko, bo wciąga bardzo i nie można się od niej oderwać. Książka  jest dobrze napisana, nie nudzi czytelnika, dla mnie ta książka mimo że jest dobrze napisana, bardzo konkretnie, była trudna do czytania.

Na uwagę zasługuje wydanie książki, jest bardzo trwałe. Książka została wydana bardzo ładną, czytelną czcionką, a co najważniejsze została wydana w twardej oprawie, co sprawia że, jest bardzo trwała i może być czytana przez wielu czytelników.

Wcześniej czy później wszyscy muszą odejść z tego świata, miałam jednak wrażenie, że w obozie koncentracyjnym nie umiera się, tylko przestaje istnieć. Uwięziono tutaj całe rodziny, nielicznym udało się uciec i przeżyć za drutami. Nikt już ich nie pamiętał, wspomnienie o nich rozpłynęło się jak mgła gdy przygrzeje słońce. Dym, nieskończona nicość, nieistniejąca pustka, w której ludzkie jestestwo zamienia się w niewiele więcej niż zaledwie tchnienie w całej wieczności. Wierzyłam, że jesteśmy nieśmiertelni. Rodzicie zawsze mi powtarzali, że nasze imiona są wyryte w Bożej pamięci po wiek wieków. Naziści jednak chcieli wymazać je z powierzchni ziemi i na zawsze umieścić w otchłani, gdzie przebywają nienarodzeni.

Dla mnie ta książka była bardzo trudna i sprawiła, że po jej przeczytaniu musiałam posiedzieć sama ze sobą dłuższą chwilę żeby pozbierać myśli i właściwie siebie w całość, bo historia opowiedziana w tej książce sprawiła że rozsypałam się na drobne kawałki.

 

Dziękujemy wydawnictwu Kobiece za egzemplarz książki do recenzji.

kobiece

 

Podaj dalej! Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page