Tam gdzie rodzi się zazdrość Edyty Świętek – nowość od REPLIKI

Witajcie,

Niestety nie na wszystkie książki które chciałybyśmy przeczytać starcza nam czasu. Dlatego też czasem publikujemy tylko informację o polecanych książkach.

Dziś kolejna książka Edyty Świętek, której to książki już recenzowałyśmy: „Cienie przeszłości” i „Zanim odszedł”

Dziś proponujemy Wam: „Tam, gdzie rodzi się zazdrość”.

zdjecie
.Związek Darii i Marka z trudem można nazwać szczęśliwym. Młodzi małżonkowie nie darzą się nawzajem zaufaniem i boją się mówić wprost o swoich uczuciach. Marek, przekonany, że żona zgodziła się na ślub wyłącznie z rozsądku, po ściągnięciu jej do Krakowa wprost szaleje z zazdrości i strachu, że dziewczyna w końcu zdecyduje się go zostawić.

W tym czasie Daria i jej brat zmagają się z wciąż żywymi demonami przeszłości. Choć wieloletni rywal ich ojca zginął, ktoś dowiedział się o wydarzeniach znad urwiska i teraz próbuje zaszantażować rodzeństwo. Okazuje się, że dawne urazy nie wygasły i tajemniczy wróg wciąż zrobi wszystko, aby zaszkodzić rodzinie Hajdukiewiczów. Jedynym ratunkiem dla Darii może okazać się jej mąż, tylko czy on jest jeszcze zainteresowany trwaniem ich związku?

Patronaty: dlaLejdis, Literacki Świat Cyrysi, Pisaninka,  Przegląd Czytelniczy.

Tam_gdzie_rodzi_sie_zazdrosc_Edyta_Swietek_REPLIKA_2015_okl72dpi

PROLOG

– Ja, Marek Michał, biorę ciebie, Dario Danuto, za żonę, i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Spojrzał w jej zielone tęczówki, dostrzegł w nich powagę. Daria była skupiona. To był ostatni moment, w którym mogła się wycofać, albo by coś niespodziewanego zakłóciło ceremonię. O to ostatnie się nie martwił – Remigiusz czuwał nad wszystkim.
Początkowo Marek planował, że przyjaciel zostanie jego drużbą, lecz uznał za rozsądniejsze obsadzenie w tej zaszczytnej roli kalekiego brata Darii. Remigiusz może być ojcem chrzestnym ich pierwszego dziecka – to o wiele donioślejszy gest.

– Ja, Daria Danuta – głos dziewczyny zadrżał nieznacznie – biorę ciebie, Marku Michale, za męża, i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Stało się – wypowiedziała te słowa, dla niej tak bardzo wiążące.

Spojrzała niepewnie na swojego świeżo poślubionego męża. Wyglądał na rozluźnionego i przepełnionego szczęściem, jego wzrok był niezwykle ciepły. Zadrżała, czując metaliczny dotyk prostej, klasycznej obrączki z platyny. Widziała, jak chwilę wcześniej Marek wstrzymał oddech, gdy przyszedł czas na jej przysięgę ślubną.
Mój mąż – pomyślała.
Jeszcze nie mogła ogarnąć tego myślami. Niedowierzała, że stało się coś tak nieodwołalnego i ważnego w jej życiu.
Mężczyzna odetchnął z ulgą, gdy poczuł chłód obrączki na palcu. Przycisnął krążek do ust. Daria, praktykująca katoliczka, na pewno wypowiedziała tekst przysięgi z głębokim przekonaniem, że jest nim związana aż do śmierci. O nic innego mu nie chodziło. Pragnął tylko, aby należała do niego: bezwarunkowo i niepodzielnie – już na zawsze. Aby nie odeszła, gdy spotka kogoś, kto wyda jej się bardziej atrakcyjny. Wiedział bowiem, że świat, w który zabierze ją po powrocie z podróży poślubnej, będzie pełen pokus.
Widział reakcje swoich przyjaciół, gdy dzień wcześniej, wieczorem, przedstawił im swoją narzeczoną. Kordian Radecki, Alex Ostrowsky – ci dwaj zachowali się przyzwoicie, lecz ich żony były olśniewająco piękne i inteligentne, więc oni chyba jeszcze nie czuli pokusy, aby szukać przygód. Inni mężczyźni nie omieszkali wyrazić głośno swojego zachwytu Darią.
Wszak czyż nie o to mu chodziło? Chciał mieć żonę równie piękną, co Aleksandra Ostrowska, inteligentną jak Nina Strega-Radecka, a przy tym wierną i oddaną tylko jemu. Teraz miał gwarancję tej wierności wyrażoną na dwa sposoby: pierwszym była głęboka wiara Darii, a drugim, równie ważnym, weksle zamknięte w jego sejfie. Mógł sobie pozwolić na filantropię, oddał Hajdukiewiczom rezydencję oraz hotel – weksle miały zagwarantować, że Daria nie wystrychnie go na dudka, gdy już się nim znudzi.
Danuta osuszyła chusteczką łzy i zerknęła na męża. Ze wzruszeniem zauważyła, że i on ukradkiem ociera oczy.
– Mój Boże – załkała. – Ona jest taka krucha i delikatna. Spójrz tylko na nich.
– Nic innego nie robię od jakiegoś czasu – odparł Jerzy.
Marek, jak przystało na członka elitarnego Bractwa Kurkowego, podczas uroczystości zaślubin wystąpił w staropolskim stroju szlacheckim, podobnie zresztą jak znaczna część gości weselnych. W bezcennym, ręcznie szytym, karmazynowym żupanie oraz kontuszu sprawiał wrażenie jeszcze roślejszego, ponadto wzrostu dodała mu wspaniała czapka z futrzanym otokiem i pawimi piórami. Daria, mimo że była dosyć wysoka, wyglądała przy Marku jak wiotka trzcinka. Miała na sobie suknię całą z koronek, dopasowaną w talii i delikatnie rozkloszowaną, wykończoną prześlicznym trenem. W tym stroju wydawała się nie tylko wyższa, ale i również o wiele szczuplejsza niż w rzeczywistości.
– Oni są tacy piękni – powiedział ktoś z tyłu półgłosem.
Pani Hajdukiewicz wcale nie uważała, aby Marek był pięknym mężczyzną. Owszem, może i był wysoki oraz postawny − jego potężna postura, podkreślona wspaniałym strojem, budziła respekt − lecz cóż, daleko mu było do Łukasza. Kobieta stwierdziła, że prawdopodobnie nigdy w życiu nie zrozumie, dlaczego jej córka wybrała tego człowieka. Nie dorastał do pięt Zagórnemu. Był nikim innym, jak zwyczajnym nuworyszem, i zapewne całe to Bractwo Kurkowe nie przyjęłoby go do swojego grona, gdyby nie jego majątek.
Danka, zerkając na przytłaczającą sylwetkę zięcia, nie mogła wyzbyć się troski o Darię. Bała się, że mężczyzna może skrzywdzić tę eteryczną istotę w najbardziej prozaiczny sposób, poprzez swoją miażdżącą przewagę fizyczną.
Nie wszyscy goście weselni podzielali zachwyt nad młodą parą. Był pośród nich ktoś jeszcze – niczym wilk w owczej skórze. W złowrogim spojrzeniu połyskiwała żądza zemsty, a życzenia dla świeżo poślubionych małżonków nie miały ani krzty życzliwości.
Cieszcie się, póki możecie! Pewnego dnia pomszczę krzywdy mojego ojca. Odzyskam nasze dziedzictwo i wyślę przed oblicze diabłaostatnich Hajdukiewiczów.

 

 

Podaj dalej! Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page